Informacje z medycyny estetycznej i medycyny sportowej. Zdrowy Portal - Warszawa!

Bioterapeuci i podawane przez nich wyniki wyleczeń

Najbardziej kontrowersyjnym punktem oddziaływania grupowego jest procentowa liczba wyleczeń. Każdy bioterapeuta podaje inne liczby. Harris, Fellmann z Poznania, Janina Zawadzka z Gdyni – każda z tych osób podaje inny procent wyleczonych. W książce Stanisława Nardellego inne liczby wymieniają lekarze (25% – s. 212), a inne sam autor.

Moim zdaniem, jest tylko jeden sposób na uwiarygodnienie oddziaływania zbiorowego. Aby go zrealizować, trzeba by postawić sobie trochę mniej ambitne zadanie niż wyleczenie całej Polski. Jeśli eksperymenty grupowe rozpoczął Stanisław Nardelli od Opola, to ja na jego miejscu postawiłbym sobie skromne zadanie wyleczenia ludzi chorych mieszkających w Opolu. Jeśli miasto to liczyło w 1975 r. 96820 osób, to w okresie działalności Stanisława Nardellego niewiele więcej, niż sto tysięcy. Ilu z nich może tak naprawdę chorować? Mimo, że statystyczny Polak odwiedza lekarza 8 razy w ciągu roku, procent naprawdę chorych nie może być zbyt wielki, bo inaczej puste byłyby szkoły, biura i fabryki.

Autor wspomina o dwustu spotkaniach zbiorowych, które przeprowadził. W każdym z nich uczestniczyło od tysiąca do kilkunastu tysięcy osób. Iloraz zamknąłby się więc cyfrą około miliona osób. Każdy chory miałby więc szansę spotkać się z uzdrawiaczem kilkunastokrotnie. Za każdym razem byłoby około 25% osób odnotowujących wyraźną poprawę w swoim zdrowiu. Nie trzeba więcej! Już po roku, dwóch takiej działalności łatwo sobie wyobrazić, co by się w Opolu działo. Szpitale, w których mieszkańców Opola byłoby kilka zaledwie procent. Byliby to ludzie z daleko posuniętą demencją starczą i innymi zupełnie nieuleczalnymi chorobami, którym i bioterapia nie mogłaby dać rady. Ogromny zaś procent chorych przyjmowałyby szpitale spoza województwa. W przychodniach zaś panowałyby właściwie pustki. Lekarze, mając po pół godziny czasu na jednego pacjenta albo więcej, mogliby zademonstrować w pełni swój kunszt medyczny i leczyliby pacjentów o wiele skuteczniej niż teraz – a więc powstałoby coś w rodzaju sprzężenia zwrotnego. Połowa lekarzy wyemigrowałaby z województwa, nie mając kogo leczyć. Lekarzom pozostałym w Opolu można by z zaoszczędzonych pieniędzy sprowadzić zza granicy najnowszą aparaturę diagnostyczną, niedostępne na rynku leki i fachową lekturę. Dzięki temu wszyscy, a nie tylko niektórzy,najzdolniejsi, osiągnęliby światowy poziom w swoich specjalizacjach i tu właśnie zjeżdżaliby na konsultację i praktyki lekarze z innych województw. Osiągając standard pracy bogatych społeczeństw zachodnich, mogliby wreszcie lekarze pomyśleć o rozwoju swojego psychicznego wnętrza. Niektórzy zabraliby się amatorsko za malarstwo, inni za poezję, tkactwo artystyczne, turystykę, bardziej zaś wyrafinowani w gustach zaczęliby studiować sansk- ryt lub narzecza Indian z Górnej Amazonii. I wtedy dopiero nie byłoby już cienia wątpliwości, że bioterapia grupowa jest skuteczna i że popieranie jej leży w interesie wszystkich. Z odcieniem melancholii można powiedzieć, że stawiając sobie zbyt trudne zadanie – wyleczenia całej Polski zamiast jednego województwa – rozmienił Stanisław Nardelli swoją energię ,,na drobne”.

Podobne Artykuły

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.