Informacje z medycyny estetycznej i medycyny sportowej. Zdrowy Portal - Warszawa!

Bioterapia w ciężkich przypadkach zachorowań na nowotwór cz. II

Guz w węźle chłonnym pachowym lewym był wielkości kurzego jajka. Po dotyku pani Wanda F. spłynęła potem. Jej dłonie były wręcz mokre, stopy i kręgosłup również, widziałem też pot na jej twarzy. Pamiętałem, że pierwszy guz, który zniknął kiedyś u pani Wandy S., również wywołał reakcję silnego pocenia się. Czyżby miało być analogicznie – błysnęła refleksja w trakcie działania. I po chwili poprosiłem panią doktor, aby sama spróbowała określić wielkość guza. Ta wsunęła kobiecie ręce pod pachę i zobaczyłem w jej oczach ogromne zaskoczenie.

– Ależ on już jest wielkości orzecha włoskiego – powiedziała.

– No to zabieramy się dalej do roboty – zaproponowałem.

Kiedy prowadziłem swoje dłonie wzdłuż lewej ręki kobiety, przesuwające się w ślad za dłońmi jej ciepło wydawało mi się aż gęste, a ona czuła je równie mocno i wyraźnie jak ja. W pięć minut później zaproponowałem pani doktor kolejną kontrolę.

– Ależ tu już nic nie ma! – wykrzyknęła ze zdumieniem. –

Nie – powiedziała do siebie raz i drugi szukając i obmacując całą pachą – nie ma go. I wtedy usłyszałem ni to krzyk, ni to westchnienie jej matki:

– Boże i po co zgodziłyśmy się na to naświetlanie!

Rzecz cała wydarzyła się w 1983 roku. Pani Wanda F. lecząca się u szarlatana i nie korzystająca z pomocy lekarskiej żyje do dziś. Doi codziennie krowy, wyrzuca spod nich gnój, wykonuje inne prace typowe dla gospodarstwa wiejskiego. Mimo moich ostrzeżeń o oszczędzającym trybie życia, nie stosuje ich, bo jest to niemożliwe. Musi pracować dotąd, dopóki wystarczy jej sił. Pacha i pierś pobolewa ją czasami i pokłuwa. Zwłaszcza wtedy, gdy nie może przyjechać co miesiąc, gdy np. zimą drogi są nieprzejezdne dla autobusów. Matka młodej lekarki natomiast już nie żyje.

Podobne Artykuły

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.